Nie bardzo wiem co mam tu teraz wystukać na klawiaturze, bo w jaki sposób kurwa można opisać najlepsze dwie godziny swojego życia? Wprawdzie mogę rzec, że ten czas był tak zajebiście magiczny i niesamowity, że byłam ciągle w niezdecydowaniu między płaczem a euforią, że pierwszy raz w życiu czułam się na swoim miejscu i miałam wrażenie, że gdzieś pasuję. I że niesamowicie zajebiści byli ci wszyscy ludzie, którzy chociaż w ogóle mnie nie znali, rozumieli, czemu tyle czasu marzłam, stercząc w kolejce od godziny 13.30 do 18 i popijając gorącą herbatę z termosu. I oni nie mieli mnie za wariatkę, oni to wszystko rozumieli, i do tego zazdrościli mi, że jako jedyna w mojej kolejce wpadłam na to, żeby wziąć ze sobą termos.
Powitałam chłopaków głośnym piskiem pod samą sceną, pożegnałam podobnie, tylko stałam już nieco dalej. Nie żałuję ani jednej wystanej pod Torwarem minuty, mimo, iż po paru pierwszych kawałkach musiałam cofnąć się parę metrów dalej od sceny. Stałam tam wgapiając się w nich jak zaczarowana, wyśpiewałam wszystkie piosenki od początku do końca, i minęło to wszystko za szybko, po Taste in men byłam szczerze zdziwiona i załamana, że to już koniec.
Ten koncert był bardziej niż idealny, zagrali moje ukochane Twenty years, Steve był bez koszulki(i chociaż nie jaram się nim bardzo, to ucieszyło mnie to;D), Stefan w zajebistym srebrnym wdzianku, Brian wreszcie wyglądał jak człowiek z tymi włosami. Byli niesamowici, cudowni, niezwykli, właśnie tacy, jakich sobie zawsze wyobrażałam.
Choćbym nie wiem jak się starała, to i tak nie dam rady przelać tu wszystkiego co mam teraz w głowie.
A gdyby mi kurwa jakimś cudem wyszło, to jak nic skończyłby mi się limit znaków.
I chociaż ten koncert dał mi w pewnym sensie pozytywnego kopa, to jednak ta euforia jest obecnie wygaszona, bo nie wiem, w jaki sposób po tym wszystkim mam normalnie żyć, i w jaki sposób przekonać samą siebie do tego, abym przestała porównywać moje przeciętne życie do tych niesamowitych dwóch godzin, i po prostu zaakceptowała paskudną codzienność.
A bańki mydlane do końca życia będą mi się kojarzyć właśnie z tym koncertem.
* * * * *
Przestaję znikać.